Wasze doświadczenia ze smrodem z Res-Drob

Wielu mieszkańców Rzeszowa z którymi rozmawiamy nie dowierza, że w centrum tak nowoczesnego miasta, które na dodatek mieni się „Stolicą Innowacji”, działa ubojnia drobiu, której fetor nie pozwala normalnie funkcjonować mieszkańcom osiedli 1000-lecia oraz Króla Augusta. Dzięki bzdurom wypisywanym w komentarzach pod artykułami prasowymi na ten temat, niektórzy mogą pomyśleć, że cała sprawa jest zmową garstki przewrażliwionych osób, przysłowiowych „emerytek” które „nie mają co robić” i dlatego zajmują się walką z zakładem. Smrodu nie da się sfotografować, ani w żaden inny sposób udokumentować. Może dzięki tym kilkunastu świadectwom osób, które napisały do nas mailowo, w sprawie fetoru i hałasu, do większej ilości osób dotrze co to znaczy mieszkać w pobliżu koszmaru na który z niewiadomych przyczyn władze miasta od wielu lat przymykają oczy.

Poniżej wybrane wypowiedzi mieszkańców, (szczegółowe dane do wiadomości Stowarzyszenia):

Pani Danuta

Mieszkam przy ul. Konopnickiej od 1966 r. Przez kilkadziesiąt lat nie czułam, że działają tutaj zakłady Drobiarskie. Ale… Od ponad 10 lat ten zakład stopniowo stawał się coraz bardziej uciążliwy. Kilka lat temu obiecywano nam, że zostanie on przeniesiony. Obecny stan jest taki, jakby chciano dokonać na nas – otoczeniu Res-Drobiu powolnej eutanazji. Przez kilka dni w tygodniu, budzę się z bólem głowy w strasznym odorze. Należałoby czym prędzej zażyć świeżego powietrza, ale to jest niemożliwe, ponieważ „zapachy” te są głównie emitowane w nocy mniej więcej od godz 23.30 do około 4-5 godz. Rano, czasem utrzymuje się dłużej do godz. 7.00. W nocy trudno jest gdziekolwiek interweniować. Czasem – nie znam się na tym, może próbuje się też odór neutralizować. Wtedy powstaje smog, gorszy od tego zimowego z pieców i samochodów. Jest po prostu trujący. Latem, w gorące dni, wszyscy chcielibyśmy nocą schłodzić mieszkania, ale jest to niemożliwe. W otoczeniu Res-Drobiu jesteśmy systematycznie podtruwani. Dziwią się, jak przez wiele już lat, ludzie odpowiedzialni za ten stan rzeczy są bezradni.
Pismo od Prezydenta Miasta, który mówi i dziękuje, że dbamy o środowisko i czyste powietrze brzmi jak ironia. Powinniśmy głosić piękne, zasmrodzone i trujące Osiedle Tysiąclecia, w którym Res-Drob jest wszechmocny i może robić wszystko i o każdej porze.
Mam nadzieję, że w najbliższym czasie ten stan się zmieni, a odpowiedzialne za ten stan rzeczy osoby wywiążą się ze swoich zadań. Ludzie mieszkający w otoczeniu Res-Drobiu będą mogli oddychać czystym powietrzem i nocą, bez obawy otrucia otworzyć okna.

Pan Witold

Mieszkam tuż obok drobiarskich od 2010 i sytuacja staje się coraz bardziej nie do zniesienia. Kiedyś się trochę przejmowali, ale widać uważają się za bezkarnych. Sąsiedzi się powyprowadzali, ja też już zaczynam mieć serdecznie dość tego SMRODU. Kuzyn z żoną i synem z Bytomia ostatnio mnie odwiedzili i pomimo, że są ze Śląska i powinni wytrzymać taki „klimat”, ale dwoje z nich w trakcie obiadu zwymiotowało kiedy „zapachniało” od Z.D. Sąsiedzi kupili dwa miesiące temu mieszkanie naprzeciw mnie i już chcą się wyprowadzać.
Zelmer nie śmierdział, ale go wyrzucili z centrum, a tej świętej krowy nie da się od lat wyrzucić. To jakaś kpina.

Pani Dominika

Zasypiam i budzę się w nieustannym warkocie tirów. Niemal codziennie dochodzi do sytuacji, że samochody stoją z włączonym silnikiem niedaleko mojego bloku (w zimie kierowcy muszą przecież używać ogrzewania, a w lecie klimatyzacji, gdy czekają na załadunek).  Od hałasu wytchnienia nie ma prawie nigdy – samochody ładowane są przez całą dobę także w weekendy, czasem nawet w święta. Moje okna i tak położone są dość daleko od rur wydechowych, a zapach spalin w lecie przy otwartych oknach bez problemu dociera do mieszkania. Co zatem mogą powiedzieć o tym sąsiedzi z bloku obok, którym tiry dosłownie dymią w okna – nie jestem sobie tego w stanie wyobrazić. Drugą uciążliwością są nieprzyjemne zapachy. To, czy w moim mieszkaniu da się mieszkać, zależy od kierunku wiatru. Czasami wyziewy nie docierają, czasem jednak przez cały dzień nie da się otworzyć okien, ale nie to jest najgorsze. Najgorsza jest sytuacja, która ma miejsce kilka razy dziennie, w dniach pracy zakładu, czasami także w soboty rano, niezależnie od pory roku czy kierunku  wiatru, a jest nią wszechobecny straszliwy fetor, który jak fala uderzeniowa wydobywa się ze wszystkich studzienek kanalizacyjnych w obrębie kilkuset metrów od zakładu. Jest tak przenikliwy, że wnika do mieszkania, mimo zamkniętych okien, a na zewnątrz niemal nie da się wtedy oddychać.  Po kilku minutach przechodzi, jednak jego wspomnienie zostaje w nosie na długo. Zastanawiam się czy regularne wdychanie trupiego odoru (bo tylko do tego można ten zapach przyrównać), będzie miało wpływ na moje zdrowie i dalsze życie. Moja sytuacja i tak jest nie najgorsza, mieszkam stosunkowo daleko od zakładu – ludzie sąsiadujący z nim przez płot muszą chyba żyć w prawdziwym piekle.

Pani Alicja

Pisze o sobie że jest „mieszkanką Osiedla 1000-lecia, a może mieszkanką osiedla na którym występują „uciążliwości zapachowe” wg pracowników Wydziału Ochrony Środowiska, czytaj SMRÓD wg mieszkańców.

Od kilku lat problem odoru nie może zostać rozwiązany. Zakład przenosi się i przenieść się nie może. My mieszkańcy możemy odpowiedzieć sobie na kilka pytań, a odpowiedź zawsze będzie taka sama.

1. Czy mieszkańcy (zwłaszcza ludzie, którzy są osobami nie wychodzącymi z domu ze względu na stan zdrowia) mogą korzystać z balkonów? – NIE.

2. Czy możemy otworzyć okna, aby przewietrzyć mieszkania? – NIE.

3. Czy dzieci mogą się bawić na placu zabaw? – NIE.

I tak można mnożyć takie pytania. Odpowiedź zawsze będzie taka sama – NIE. Musimy powiedzieć dość. Na tym osiedlu nie można już mieszkać.

Pani Anna

Jestem mieszkanką bloku przy ulicy Marszałkowskiej, chciałam zgłosić problem jakim jest bardzo uciążliwy smród pochodzący z zakładów Res-drób. Mieszkam tu od 3 lat i mam wrażenie, że w tym roku fetor jest wyjątkowo nie do wytrzymania, po otwarciu okna potrafi w przeciągu kilku sekund opanować całe mieszkanie. Smród ostatnio jest codziennie o każdej porze dnia i nocy, co uniemożliwia przewietrzenie mieszkania nawet wieczorem, a każdorazowe wyjście z mieszkania przyprawia o mdłości.

Pani Katarzyna

„Różana inaczej”

Pochodzę z północy Polski. Od wielu lat mieszkańcy mojego regionu słyszą o Rzeszowie jako „stolicy innowacji”, rozwiniętym i wyjątkowo czystym mieście. Media przekazują obraz stolicy Podkarpacia jako jednego z najbardziej zadbanych miast w Polsce a lokalne władze szczycą się wysokimi lokatami w rankingach, obrazujących atrakcyjność miast. Właśnie taki obraz Rzeszowa funkcjonuje w naiwnych, bo „dalekich” głowach i szkoda, że to wizja nie do końca prawdziwa.

W bieżącym roku los stworzył mi szansę zweryfikowania mitu idealnego miasta. Pierwsze wrażenie: pozytywne. Ładne, przestrzenne, zielone. I pewnie z taką opinią pozostałabym na dłużej, gdyby nie fakt, że zamieszkałam w bloku przy ul. Różanej (nazwa ulicy nadana chyba dla żartu?). Dobra lokalizacja. Centrum miasta, wszędzie blisko… Niestety czar prysł bardzo szybko. Bolesna ironia losu, jak na osobę nieświadomą problemu. A problem jest ogromny.

Smród z sąsiednich zakładów drobiarskich nie pozwala na normalne funkcjonowanie. Nie można otworzyć okien, gdyż fetor pozostaje w mieszkaniu na długo. Zamknięte koło. Są dni, podczas których odór drobiarskich wnętrzności sięga aż Galerii Rzeszów a na co dzień jest normą przy ul. Warszawskiej – jednej z najruchliwszych ulic miasta. Wszyscy czują, idą na bezdechu a zakład robi swoje, bo przecież 3000 mieszkańców Różanej, Konopnickiej czy „osiedla za torami” to nic w porównaniu z resztą, u której nie śmierdzi…

Wielki wstyd, że władze miasta od lat nie potrafią poradzić sobie z trucicielem zlokalizowanym w sercu miasta, które uchodzi za proekologiczne. Same zakłady starszą wyglądem. Ze świecą szukać podobnych w centrum stolic innych regionów. Walka mieszkańców trwa od lat. Podobno w zakładzie są kontrole…? Wielki ukłon w stronę Stowarzyszenia „Nasz czysty i zdrowy Rzeszów”, które robi co może…. Efektów brak. Zakład drobiarski to wielki wiatrak, z którym walka jest bezowocna. Z przykrością stwierdzam, że taka pozostanie dopóty, dopóki dyrektor zakładu czy ktoś z władz miasta nie zamieszka przy Różanej, choćby na jeden dzień. A wtedy: ogromne wyrazy współczucia.

Pani Anna

Od ponad 30 lat mieszkam w Rzeszowie na ulicy Marszałkowskiej 15 i chciałabym zgłosić niezwykłą wręcz uciążliwość zamieszkiwania przeze mnie w sąsiedztwie zakładów drobiarskich Res-Drob. Kilka lub kilkanaście  razy dziennie zakłady wydzielają potworny fetor, wywołujący odruch wymiotny. Czuję go wychodząc niemal za każdym razem z domu, wracając z pracy około godziny  18.30 lub 21.30. Podczas letnich dni nie jestem w stanie otworzyć okna. Dziś próbowałam to zrobić około godziny 13.00, 16.00 i kilka razy pod wieczór np. po 20.00 i 21.00. nie było to możliwe. Smród często wyczuwalny jest nawet w okolicach nowej, okrągłej kładki na ul. Piłsudskiego, więc w okolicach ścisłego centrum. Myślę, że problem jest ogromny dla całego miasta, a dla ludzi którzy mieszkają w tej okolicy jest to dramat. Od dzisiaj zamierzam zgłaszać  tę uciążliwość za każdym razem kiedy się pojawi danego dnia.

Dzieląc się tą infomacją pomagasz nam